Jeden dzień urlopu w tym i tak luźnym pracowym tygodniu i tyle radości. Pospać można do dziesiątej. Wstać i leniwą kawą rozpocząć dzień. Ofertę programową TV4 poranną poznać. Obiad prawdziwy domowy (z ziemniakami) zrobić. Gościa przyjąć. Pomieszkać…
I nawet przedzieranie się przez sparaliżowany śniegiem Szczecin celem załatwienia kilku bankowych sprawunków tylko uśmiech wywołało – zadziwiające, bo generalnie wszelkich urzędów nienawidzę (taktak, wiem, inaczej będę mówić jutro, kiedy przyjdzie mi o 5.58 autobusem do pracy się przedzierać).
I z Siecią na nowo się zaznajamiam. I Słonko do owocowej herbatki przekonałam. I w ogóle…
Bardzo bardzo …
One Comment
Kraków tez prawie, prawie sparaliżowany. No może troszkę przesadzam ale kiepsko na drogach. Bardzo. Co do urzędów to…Zalezy na kogo się w nich trafi ale jak się samemu jest z usmiechem to idzie jakby z górki. Bo pozytywnie nastawiony człowiek wywołuje pozytywne reakcje innych? Hm, tak mi własnie do głowy wpadło. Chyba coś w tym jest. :)))