O drugiej w nocy w miejscu w którym pracuję coś puka mi w szybę okna. Puka trzy miarowe razy. Puk puk puk. Okno jest na wysokim pierwszym piętrze, zbyt wysoko od ziemi.
Po chwili przygładzam gęsią skórkę i decyduję się odsłonić zasłonkę. To są stare szczecińskie budynki a ja wiem już teraz jak myśleć o tym co mogłoby tam być żeby nie zwariować. Udaje się.
Potem śpię nawet dwie godziny przykryta kocem i nie rozważam faktu że tej nocy z kilkudziesięciu młodych osób które zajmują dwa piętra żadna nie wyszła w nocy do toalety.
Uspokajam się zupełnie dnia następnego, napiętego od telefonów, rozmów i decyzji. Coś było po prostu w powietrzu.
2 Comments
No ja niestety z tych, co to boja sie nawet zostac same we wlasnym domu. Na szczescie (juz)mąż zmienil prace i teraz wieczory i weekendy beda nasze
gratuluję (za)mąż(pójścia)