Własna sala w waldorfskim stała się rzeczywistością. Obietnica nabrała realnego kształtu o wymiarach pięć na siedem metrów. Jakoś tak.
Jest ciepła, piękna i przytulna. Jest moja. Będzie dzieci. Jasnobeżowa, puchata wykładzina. Osiem maleńkich krzesełek wokół maleńkiego stołu, niziuteńka, tuż przy ziemi półeczka z układankami i wełnianymi laleczkami, wiklinowy kosz z klockami i dwa mięciuteńkie jasnobłękitne kocyki. W kolorze mojego bloga. Prawdziwy jedwab na parapecie i jarzębina w wazoniku.
Zbliża się trzeci wymiar mojego życia. Za tydzień wrócą dzieci.
11 Comments
Moja mała idzie do I klasy…jestem przerażona!!! Ona jest jeszcze taka malutka (najniższa wśród ruwieśników)…jest taka roztrzepana. Masz wdzięczną….acz wyczerpującą pracę;-)
Uh, ogromne wyzwanie przed Wami
To zawsze duży stres dla rodziców, większy nawet niż dla dzieci… Tak to już jest. Nic to jednak, obie wiemy, że doskonale sobie poradzi, prawda? Trzymam kciuki mocno mocno i ściskam Was obie. Wdzięcznie acz wyczerpująco :)PS. Nie martw się, też byłam najmniejsza w grupie i popatrz co ze mnie wyrosło 
Hihihi dziękuję… no widzę;-)
Teraz po części rozumiem, aż dziw bierze że na to wcześniej niewpadłem, wiem już skąd u Ciebie smutek że tak się wyraże, to zasługa braku pracy z dziećmi, gdy pracujemy zapominamy o troskach, tak też jest w Twoim przypadku. Pozdrawiam, być może teraz szykujesz się do pisania, cisza ciemność kawa i winamp
Skąd ja to znam? 
Brak dzieci pewnie _też :)Ciemność za oknem i Winamp – tak, kawa – nie. Jutro wstaję do waldorfskiego :)Pozdrawiam również.
Rzeczywiście, co kawy nie byłem pewien, a raczej sam przeciw, nie te czasy nie te dni nie te noce, choć tam samo ciemnie jednak niemają w sobie tyle blasku co „kiedyś” – całkiem niedawno? Czas to i tak pojęcie względne…
Wiesz, to nawet nie o to chodzi… Zbliża się początek września, kawy nocne zatem jedynie w soboty. A tak się składa, że najbliższe trzy z nich zajęte mam na zajęcia nie-wirtualne i prawie-nie-wirtualne. Najbliższa kawa 18 września. Zapraszam
Dzieci…ileż radości przynoszą. Bez nich ten świat byłby…całkiem do kitu. Nie mam własnego dziecka ale w moim domu ciagle śmiech młodszej, dużo młodszej siostry. Jest dobrze…Tak jak być powinno.
‚Tak jak być powinno’ to dobre zdanie określające moje uczucia kiedy słyszę śmiech dzieci. Masz rację. Nawet jeśli to nie moje
jak pieknie jest chcieć! I patrzeć, jak inni coś zmieniają na lepsze, dla innych….gdzieś się zagubiłem…ale m.in. przez Twoje słowa odnajduję się małymi skrawkami…dzięki
Ja nadal mam pod powiekami Twoje słowa. ‚Jestem…’ Dzięki również.