Lekko niespodziewany spacer na Kępę Parnicką z powrotem Trasą Zamkową odkrywa przede mną kolejną cechę miasta, w którym mieszkam. Kontrasty i obłuda. Cywilizacyjny Bangladesz, kompletne dno społeczne bez żadnych perspektyw na lepszą (ludzką?) przyszłość. Zmarnowane, umęczone siedemnastolatki z niemowlętami bez celu w oczach i familijne bełty przed czymś, co przypomina lekko śląskie familoki, ale co familokom zdecydowanie ubliża. Dosłownie dwieście metrów od nas. Od świata. Od dwudziestego pierwszego wieku.
Są miejsca gdzie czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu i to dodaje im uroku. Tu uroku nie ma.
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nikt o tym nie mówi głośno.
2 Comments
No i bezsilnosc kolejny raz wali nas po glowie… A co do focha, to ja sie popisalam wczoraj wieczorem, potem sie trzeba bylo pogodzic i w koncu teraz niewyspana jestem ghrrr… :)))
Kurde żeby chociaż ktokolwiek do bezsilności się przyznał to już byłby jakiś sukces… o tym się po prostu nie wspomina :/ a w fochach to właśnie jest najfajniejsze – godzenie się
chociaż i tak mi głupio do tej pory;