Dla Ślązaczki to jest tak, że morze i plaża automatycznie kojarzą się z czternastoma godzinami w pociągu, obolałymi kolanami i pupą po podróży, totalnym niewyspaniem i ogromnym plecakiem wypchanym do granic możliwości.
Tymczasem okazuje się, że kiedy Ślązaczka przeprowadzi się do Szczecina wystarczy wstać w niedzielę w okolicach dziesiątej i za półtorej godzinki być na plaży.
Fantastyczna niedziela w Międzyzdrojach była. Plaża była i słońce i ryba w smażalni i muszelki i molo… A wszystko dzięki mężowi mojemu, który na ten pomysł wpadł, co znamienne dość, bo preferencje nasze odpoczynkowo – wyjazdowe rozkładają się równiutko: ja – morze, Słonko – góry.
A wszystko da się przecież połączyć, co więcej – da się zarazić pasją wzajemnie. Kilka weekendów nad morzem, jeden dłuższy wyjazd w góry i wszystko gra.
Teraz siedzimy po prysznicu i z piaskiem w plecaku i zgodnie stwierdzamy, że za dwa tygodnie wyjazd następny. I że wypad taki daje mnóstwo sił na letni pracowy tydzień.
A w sierpniu słowackie Tatry.
8 Comments
Tak…prawdę napisałaś;-))) A i ja o Słowacji myślę. O źródłach gorących dokładniej;-)))
dla mnie wypad nad morze dalej się kojarzy, tak jak Tobie się kojarzył. W końcu Śląsk a moje okolice to rzut beretem. Prawie
Ostatni mój pobyt nad morzem spędzałam w Międzywodziu. Ale to dawnoo było temu 
to może się tam spotkamy
morze morze tylko morze!
kochałam, kocham, kochać będę :)))
a ode mnie prawie jednakowo daleko nad morze i w góry
Polska centralna, kto to cholerstwo wymyślił, powinien za karę do końca wieczności oglądać telezakupy
no to fakt, nie masz za wesoło; z drugiej strony – nie masz przynajmniej zgryzu gdzie jechać – na jedno wychodzi
…i ostatecznie wybieram Grecję albo Kopenhagę
czyli idziesz na całość, i dobrze