Od pewnego czasu zastanawiam się co mogłabym robić innego poza pracą z dziećmi. Tą bezpośrednią. Myśl pojawiła się sama, pewnie w momencie uświadomienia jej sobie tkwiła już całkiem solidnie w moim mózgu.
Tłumaczę to sobie zmęczeniem, zniechęceniem i rozdrażnieniem z powodów o których nie bardzo chcę tu pisać, które w skuteczny sposób potrafią zniweczyć największe nawet zaangażowanie.
Obracam się w małym zamkniętym środowisku zawodowym i naprawdę nie do przeskoczenia są pewne wzory zachowań. Albo są do przeskoczenia kosztem swojego życia osobistego, w sumie na jedno wychodzi.
Nie chcę pracować w miejscu, w którym to co najważniejsze być powinno najważniejszym nie jest, nie chcę oglądać tego co oglądam, słuchać tego czego słucham. Absurdy do potęgi nieskończonej które ze śmiechem opowiadam przy piwie, tylko przecież to nie o to chodzi…
Związana zobowiązaniami i potrzebą nie podejmuję kroków radykalnych. Boję się, że nigdzie nie odnajdę w sobie takiego zaangażowania i spełnienia jak w pracy którą wykonuję. Ale boję się też, że jeśli zostanę, powoli zabiję swoją pasję.
Odrobina zamyślenia i ciekawość co będzie. Narazie pat.
11 Comments
To sie nazywa fachowo „kultura organizacyjna” – czasami cholernie trudno zmienialna – niestety!
„Związana zobowiązaniami (…) nie podejmuję kroków radykalnych.” Hmm, coś mi tu nie pasuje ;o)
Bycie wiernym swoim pasja, marzeniom, przekonaniom. To brzmi swietnie, ale codziennosc zycia stawia wlasnie takie warunki, o ktorych dosc enigmatycznie piszesz. To nie jest proba charakteru, to jest zycie. Jak to potraktujesz dalej ?…wiesz, ze zycie nie jest czarno biale…i zeby tak inni tez to potrafili zrozumiec. Nawiasem mowiac, czasem mysle, ze wlasnie teraz mamy czasy niewolnictwa, tylko inaczej sie to nazywa….zobowiazania, rachunki i szara codziennosc
pozdrawiam
sprecyzuj…?
chyba trochę obawiam się, że jeśli tak prosto zrezygnuję z marzeń i pasji i poddam się ‚życiu’ dopiero wtedy popełnię tchórzostwo i stanę się niewolnikiem – dokładnie tak jak piszesz; z drugiej strony – teraz też jestem niewolnikiem, bo mogę realizować pasję, ale kosztem nerwów, milczącej zgody i przyzwolenia na to co się dzieje a dziać nie powinno; chyba wychodzi z tego, że całe życie to niewolnictwo
a czasami niezmienialna wcale; btw: co do niektórych osób z którymi stykam się w pracy, ostatnim słowem jakiego bym użyła byłaby ‚kultura’, niestety
Tacy sa niestety niektorzy ludzie…!
precyzja to nie moja działka :o) jestem fanem niedokładności i szmerów na sercu, tudzież transportów na Ukrainę …
na dzisiaj – pas;
Wysylajac tysieczny faks zastanawiam sie czasem, gdzie podziala sie moja pasja. Ta, ktora nie pozwalala mi usnac do rana nad mapami i projektami. Ktora razem ze mna puszczala TLove z laptopa w laboratorium, na caly regulator. Nie wiem, doprawdy… Teraz jestem Pania Zza Biurka. Nie dokonuje niczego waznego podczas mojej calodziennej krzataniny. I wytlumaczenie mam tez tylko jedno: Rachunki sie same nie zaplaca. Prawda?
i właśnie to mnie tak wkurza…