Powoli podejmuję wyzwanie zorganizowania pierwszych samodzielnych Świąt. Na liście zakupów są już grzyby, kapusta i kilka drobiazgów, przez najbliższe dwa tygodnie się tego uzbiera. Chyba musimy kupić obrus.
Wertuję przepisy i doszkalam się z zakresu kulinariów, sztuczek i porad kuchennych. Robię w głowie harmonogram porządków. W międzyczasie cieszę się nową komórką (z klapką, omg, nigdy nie mów nigdy) i zaczynam uzależniać się od prądu na kolanie – Jacek śmieje się że zastanie mnie pewnego dnia przy kontakcie, z którego wystawać będą dwa widelce…
W nocy przebudzam się na chwilę a niebo jest pomarańczowe od mgły i lampy sodowej na wysokości naszych okien. Kaskada – myślę i zasypiam znowu. Mam świra na punkcie tego miasta.
4 Comments
Hej. Na http://avril-avril-lavigne-lavigne-fani-avril.blog.onet.pl/ jest konkurs na naj bloga. Do zgarnięcia nawet 150 komci. Wejdź i zobacz…Zapraszam
Zamiast widelców łatwiej będzie wsadzić gwoździe ;)Mam nadzieję, że z kolankiem się poprawia. A tych samodzielnych świąt troszkę zazdroszczę – jest w tym jakaś magia… Pozdrawiam ciepło z mglistego Krakowa
przecież tu się nic nie dzieje . Miasto sie nudzi
Mloda, w razie gdybys nie napisala swiatecznej notki lub gdybym ja nie zdazyla sie pod nia podpisac:Niech bedzie pieknie i spokojnie w te Swieta – czego Tobie i sobie zycze z oszronionego na bialo, pachnacego pierniczkami domu