Monthly Archives: Maj 2004
Przedziwny dzień, przedziwny …
Przedziwny dzień, przedziwny wieczór, przedziwna nadchodzi noc. Autobusowy schemat zmącony jednym krótkim napisem na słupie. Pięć czarnych drukowanych literek na białym tle, niewielkie. Nawet ich nie „zarejestrowałam” chyba, przeskok przez percepcję w tradycyjnym ujęciu i od razu jedna myśl. I uśmiech. Obrót o 180 stopni. Kolejna smutna wiadomość, płacząca na antenie Pieńkowska skutecznie przypomniała o […]
Dziwny jest ten świat…
Waldemar Milewicz.
Przewożenie cholernie …
Przewożenie cholernie ciężkich kafelków do nowej waldorfskiej kuchni fajną drewnianą waldorfską furką to coś, co zostawia uśmiech na twarzy do wieczora. I coś, co wywołuje sympatyczne uśmieszki przechodniów. To ja ciągnęłam za dyszelek, szefowa tylko pchała, ”ciągnij mała ciągnij, jeszcze kawałeczek”. Taka waldorfska hierarchia szczebelków.
37% odbieranie…
Wszystko idzie ku dobremu. Aż boję się zapeszyć, biurko polakierowane od dołu też, nie ma gdzie odpukać. Ale idzie dobrze, teraz wystarczy poczekać i nie zmieniać nic, to procentuje. Tylko troszkę przeraża że to maj już, że mało czasu do czerwca, że z podyplomowymi nie wiadomo co dalej bo jedno od drugiego zależne. Ble, ble […]
Z bazki – ciemnotki zasłyszane cd.
- kocham panią – ja też cię kocham Juleczko
Bo jesteś
Im bardziej zmęczone ciało, tym więcej myśli. I odwrotnie, im więcej energii do działania, robienia, tworzenia – tym większa pustka w głowie. Taka zabawna proporcjonalność odwrotna. Ból mięśni po rowerze, mokre związane włosy na karku, okruszki kolacji na biurku i ustawiony budzik. Mimo wszystko fajnie mnie to nastraja. Nawet tęsknotę można obrócić w radosne oczekiwanie […]
Właściwie to dobrze że …
Właściwie to dobrze że „niewykonalne”, wszystko jest prostsze wtedy. Prawda? Chyba czasem trzeba pozostawić coś samemu sobie, nie wtrącać się w nurt i nie poszerzać naturalnych brzegów. Przecież i tak popłynie tak jak ma zapisane, może wolniej, ale popłynie. Snooker i Pogoda. Przegrana i deszcz. Ale refleksik jest.
Drżenie. Naprawdę urodziłam …
Drżenie. Naprawdę urodziłam się ładnych kilka lat za późno.
Szybka
Starannie upakowany Winamp, taki akurat na teraz. Wszystko czego mi potrzeba, znalazło się tego pięćdziesiąt, równo pięćdziesiąt z ponad dwóch tysięcy. W kolejności najlepszej z możliwych, przypadkowej. Sama już nie wiem co mi poprawia „czucie” do stopnia niemożliwej do zrozumienia, prawie absurdalnej radości i uśmiechu: piwko na balkonie, fasolka czy „drżenie”? Świadomość czy niewiedza? Zrozumienie […]
Szczypta
Tęsknię za dziećmi. Teraz kiedy to wszystko wisi na włosku tęsknię bardziej niż w jakikolwiek inny weekend. Szczególnie „długi weekend”. Do wtorku nic zrobić nie sposób, będzie fasolka po bretońsku ze szczyptą bezsilności zatem. „Układaj(m) czas z takich chwil, w którym świat kochasz(m) z całych sił”, dosłownie i w przenośni. I przekornie uczę się korowodu, samospełniające się […]